Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP
Oddział Krakowski
 
Menu witryny

Kalendarz
«  Styczeń 2019  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031

Archiwum wpisów

Wyszukaj

Statystyki

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0

Dla Admina

Witaj, Gość 17.01.2019, 00:47

Główna » Archiwum wpisów

 

 

Stoi sobie między moimi kolegami seniorami, w czasie uroczystości przekazania śmigłowca Mi-8, którym podróżował po Polsce nasz wielki Polak Jan Paweł II.  Któż by pomyślał, że ta skromna osóbka, Pani dr hab. Julia Dziwoki to autorka wspaniałej książki o Antonim Tomiczku. O człowieku, który jako legenda, dzięki Pani Julii, przejdzie do pamięci następnych pokoleń, jako ten który jest wzorem do naśladowania dla młodzieży miłujących lotnictwo. Jakże do niego pasuje przysłowie „PER ASPERA AD ASTRA” (przez cierpienia do gwiazd). Pięknie Pani Julia to wyeksponowała w swojej książce o Antonim Tomiczku. Nie ma tam żadnej kolorystyki, czy upiększania życiorysu, bo gdzie  Antoni Tomiczek mówi, że w niewoli rosyjskiej ludność miejscowa ich dokarmiała, to tak pisze, gdzie NKWD strzelało do ludzi którzy nie mogli wytrzymać trudów marszu - to tak pisze. Teraz my, seniorzy lotnictwa wojskowego, powinniśmy „wykorzystać” Panią Julię do kontynuowania tego kierunku działalności literackiej. Z lotnictwem to jest tak, że jest piękne, romantyczne, bardzo męskie, ale zbyt mało widoczne z ziemi. Czy to nie jest romantyczne, jak jesteśmy na ziemi, a w parę minut  jesteśmy na kilkunastu kilometrach wysokości i podziwiamy ciemne niebo ? Albo śniadanko jemy sobie w domku a za kilka godzin, podziwiamy Lazurowe Wybrzeże i zajadamy na obiadek frutti di mare, a za następne parę godzin jesteśmy w środku gorącej Afryki i na kolację zajadamy swojskie kanapki zabrane z domu. Ale to tylko Pani Julia może przelać na papier. Jeszcze raz Pani Julio, gratulacje za wspaniałą książkę „Długi lot do domu majora pilota Antoniego Tomiczka”. Czekamy na następną książkę, tym razem o majorze Zygmuncie Jaeschke.  

Stan. Woj.

 


My tymczasem gromadzimy materiał na taśmie filmowej. Poniżej druga część wywiadu z majorem pil. Zygmuntem Jaeschke, który kończy się przypomnieniem wizyty Majora w 8. Bazie Lotnictwa Transportowego w Balicach:

 


Pierwszą część możecie Państwo obejrzeć tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=mC-RgVurPrI

Edward Wyroba

 

Wyświetleń: 909 | Dodał: Sekretarz | Data: 24.04.2014

 

 

 

W środę, 16 kwietnia br., w Klubie Garnizonowym w Krakowie odbyło się wielkanocne spotkanie członków dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą Klubów Lotniczych – Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP Oddział Krakowski oraz Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa. Gospodarzami wspólnej kolacji, której duchowo przewodził kapelan lotników i harcerzy – o. Dominik Orczykowski, byli Prezesi obydwu Stowarzyszeń – ppłk. pil. Benedykt Siemaszko oraz mgr Leszek Mańkowski. Swoją obecnością Seniorów zaszczycili również przedstawiciele młodego pokolenia lotników z 8. Bazy Lotnictwa Transportowego w Balicach...

Całość relacji: http://www.wadowita24.pl/wielkanocne-jajeczko-u-lotnikow/

Edward Wyroba

 


W dniu 15.04.2014 r. podczas świątecznego spotkania w hangarze dowódca 8. Bazy Lotnictwa Transportowego płk dypl. pil. Jacek ŁAZARCZYK wraz z dowódcami 1. Regionalnego Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania płk Zdzisławem Strzelczykiem i 3. Rejonu Wsparcia Teleinformatycznego Sił Powietrznych ppłk dr Marcinem Markiem złożyli żołnierzom i pracownikom balickich jednostek życzenia wielkanocne.

W spotkaniu uczestniczyli m. in. weteran - Kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari płk pil. Ludwik Krempa wraz z delegacją Oddziału Krakowskiego SSLW RP, Konsul Ukrainy w Krakowie Pan Vitalii Maksymenko, Konsul Niemiec Werner Kohler, Szef Szkolenia 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego płk pil. mgr inż. Mieczysław Gaudyn, przedstawiciele władz samorządowych, Policji, Straży Granicznej oraz stowarzyszeń i instytucji współpracujących z bazą. Poświęcenia pokarmów i Błogosławieństwa udzielił Dziekan Dekanatu Wojsk Specjalnych Ks. Prałat Stanisław Gulak.

 

  

                                                                                                        Delegacja SSLW w towarzystwie  I Ułana RP -  mgr Włodzimierza Wowy Brodeckiego

  

Wyświetleń: 863 | Dodał: Sekretarz | Data: 16.04.2014

W dniu 11.04.2014 r. Oddział Krakowski, korzystając z obecności dwóch synów majora Zygmunta Jaeschke oraz w nawiązaniu do zbliżających się urodzin, zaaranżował wizytę naszego Seniora w 8 Bazie Lotnictwa Transportowego. Po zapoznaniu się z Salą Tradycji jednostki cała grupa udała się autobusem na lotnisko, gdzie w towarzystwie Dowódcy Bazy - płk. pil. Jacka Łazarczyka, weteran 309 Dywizjonu zasiadł ponownie za sterami samolotu - CASA-295. Fachowa lotnicza dyskusja trwała na tyle długo, by obecni licznie posiadacze aparatów mogli odbyć wyczerpującą sesję zdjęciową. W wizycie majorowi Jaeschke towarzyszyła Pani dr hab. Julia Dziwoki, która jak wcześniej wspominaliśmy, podjęła się napisania o nim  książki. Wizyta sprawiła majorowi i jego bliskim wiele autentycznej radości, zwłaszcza, że wcześniej nikt nie okazywał zainteresowania jego lotniczą pasjonującą przeszłością. W najbliższych planach Oddziału jest teraz spotkanie dwóch naszych weteranów II WŚ - majora Jaeschke i płk. Ludwika Krempy.

   

   

   

   

   

Więcej zdjęć: http://1drv.ms/1gjDT0E

J.O.

Link do strony Edwarda Wyroby: http://www.wadowita24.pl/kolejny-weteran-na-lotnisku-w-balicach/

 

Wyświetleń: 1056 | Dodał: Sekretarz | Data: 09.04.2014

W dniu 9.04.2014 r. w kawiarni Klubu na Zyblikiewicza odbyło się kolejne spotkanie Oddziału Krakowskiego. Jednym z gości był Pan Mateusz Drożdż, który zaprezentował nam swoją książkę pt. "Szachownica z pawim piórem". Jest o zbiór opowieści o historii lotnictwa związanych z Krakowem, obejmujących okres od jego początków na terenie Krakowa, do powstania Muzeum Lotnictwa - wcześniej publikowanych w czasopismach. Książka jest do nabycia właśnie w Muzeum, w cenie 25 zł.

Gościem spotkania był także Leszek Mańkowski - od niedawna Prezes Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, rzucając hasło zorganizowania wspólnego spotkania wielkanocnego. Ustaliliśmy, że odbędzie się ono także w klubie na Zyblikiewicza, w dniu 16.04.2014 r. o godz. 17.00. Składka - 20 zł. Zgłoszenia udziału można jeszcze składać u Stefana Glądysa do dnia 11.04 (piątek). Informacje o innych spotkaniach i imprezach będziemy przekazywać na bieżąco.

Prezes Oddziału Benedykt Siemaszko nie omieszkał podziękować Lechowi Kawikowi za skuteczne pozyskanie pierwszego sponsora naszego wydawnictwa na XX-lecie, którym jest Kraków Airport. Poszukujemy następnych...

  

Mateusz Drożdż prezentuje swoją książkę "Szachownica z pawim piórem"


Ponieważ nasi najstarsi Seniorzy nie zawsze mogą uczestniczyć w naszych comiesięcznych spotkaniach, odwiedziliśmy ich w domach. W dniu 9.04.2014 r. delegacja Oddziału była u majora pil. Zygmunta Jaeschke, zasłużonego weterana 309. Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego, wręczając mu legitymację Członka Honorowego Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP. Witamy na pokładzie wśród swoich ! Kilka dni wcześniej odwiedziła go także Pani Julia Dziwoki, autorka książki o majorze Tomiczku. Autorka zbiera teraz dokumenty, zdjęcia, które po opracowaniu będą wykorzystane do wydania książki poświęconej Panu Zygmuntowi. Życzymy powodzenia i deklarujemy pomoc.

   

 

Z kolei w dniu 08.04.2014 r. naszego Seniora i Członka Honorowego Pana płk.Ludwika Krempę odwiedził O. Dominik. Patrząc na zdjęcia widać, że mieli sobie wiele do powiedzenia...

Zdjęcia i tekst S.G.

Wyświetleń: 776 | Dodał: Sekretarz | Data: 08.04.2014

 

Edward Wyroba wyraził zgodę na opublikowanie linku do swojego  filmu - wywiadu z majorem pil. Zygmuntem Jaeschke. Jest to wersja pełna, trwająca prawie 3 godz.

- Chciałem tylko dodać, że próbowałem oddać nie tylko emocje i charakter pana Zygmunta, ale też kawał historii, o której mówił, a o której młodzi ludzie nie przeczytają w żadnym podręczniku. Czy to się udało ? - pisze Edward. W przygotowaniu jest wersja "urodzinowa" uzupełniona o ciekawe materiały archiwalne i jak zwykle u Edwarda - z doskonałą oprawą muzyczną. Prosimy o opinie o prezentowanym materiale na naszego emaila.
 

 

Wyświetleń: 686 | Dodał: Sekretarz | Data: 29.03.2014


W dniu 23.03.2014 r. w Szkole Podstawowej w Pstrążnej odbyło się spotkanie autorskie, na którym zaprezentowano książkę pt. "Długi lot do domu majora pilota Antoniego Tomiczka". Autorka, Pani Julia Dziwoki w sposób fachowy i skrupulatny opisała losy majora Tomiczka. Szczególnie wzruszająca jest opowieść o dozgonnej wierności -  wartościom uznawanym przez mjr. A. Tomiczka za najważniejsze w życiu człowieka, tj. miłości do kobiety i Ojczyzny. Po prezentacji książki wyświetlono film zrealizowany przez KOSSLW RP pt. "Lot pamięci - Polanki 28.12.1944 r.", który jest rekonstrukcją historyczną ostatniego lotu mjr. A.Tomiczka do kraju ze wsparciem dla żołnierzy AK.

S. Glądys.

   

Na zdjęciu autorka książki i córka Pana A.Tomiczka

Film: http://youtu.be/EwI4IGqBzAE


Wyświetleń: 824 | Dodał: Sekretarz | Data: 24.03.2014


Zygmunt Kraus za zajęcie drugiego miejsca w plebiscycie portalu www.krakow.naszemiasto.pl "Patriotycznie zakręceni" został uhonorowany dyplomem. Zygmunt zdobył 13 040 głosów, wobec 13 880 zdobywcy pierwszego miejsca. Do uzyskania tak wysokiego miejsca znacznie przyczynili się również członkowie SSLW RP.


   


Zygmunt Kraus z Wadowic. W 1991 roku założył pierwsze w kraju Polsko-Amerykańskie Muzeum „Hell’s Angel”, które swoją nazwę wzięło od głównej ekspozycji - stałych zbiorów poświęconych losom załogi amerykańskiego Liberatora B-24 Hell’s Angel, zestrzelonego opodal Wadowic w Zygodowicach. Gdy Kraus zakładał muzeum mówił, że celem jego istnienia jest przedstawianie polsko-amerykańskiego braterstwa broni od czasów T. Kościuszki, K. Pułaskiego, Gen. Krzyżanowskiego czy J. Hallera do czasów współczesnych, ze szczególnym uwzględnieniem lotnictwa i Polonii Amerykańskiej. Po przeniesieniu placówki na swoje grunty (bo samorząd Wadowic nie miał dla niego miejsca na ul. Kościelnej w muzeum miejskim) rozszerzył działalność. Pokazuje też wystawy tematyczne np. Koledzy papieża - malarze, ma największe i jedyne w Wadowicach oryginalne zbiory pamiątek po wadowickich Żydach (były pokazywane m.in. w USA i Izraelu). Placówka jest wpisana do rejestru placówek ministerialnych. Muzeum ma już kilka sal w osobnym budynku. Obok eksponatów związanych z załogą amerykańskiego bombowca można w nim również znaleźć wiele pamiątek dotyczących historii naszego regionu. Jest tutaj kącik profesora papieskiego liceum Sarnickiego, obrazy malarzy Jachów, świątki Wowry, złote pióro Hallera i liczne polonika np. po Polakach pracujących w NASA. Kraus utrzymuje muzeum z własnych pieniędzy. Nie pobiera opłat za zwiedzanie ekspozycji.Każdego roku w rocznicę zestrzelenia samolotu Hell's Angel w muzeum odbywają się uroczystości z udziałem przedstawicieli władz USA.

Zdjęcia kolekcji lotniczej w Prywatnym Polsko-Amerykańskim Muzeum w Wadowicach TUTAJ

Wyświetleń: 833 | Dodał: Sekretarz | Data: 16.03.2014

 

W mojej Firmie lotnictwo jest pasją wielu, bo z innymi nie mam ochoty współpracować. I tak pewnego razu Pani Ania Witkowska z wielką powagą poinformowała mnie, że ma sąsiada w budynku obok, który liczy już 93 lata, a wojował jako pilot w II Wojnie w Anglii. Zaprowadziła mnie do opiekunki Państwa Jaeschków, która pomogła mi się umowić z Panem mjr pilotem Zygmuntem Jaeschke. Odwiedziliśmy go z kol. Stefanem Glądysem.

Pan Zygmnunt był pilotem myśliwskim 309 Dywizjonu im. Ziemi Czerwieńskiej.Dowodził w nim kluczem lotniczym i latał na Hurrcane'ach i  Mustangach. Wykonał 33 loty bojowe w tym w osłonie wypraw bombowych przeciw wyrzutniom V-1 i V-2 nad Swinemunde.Oznaczony Krzyżem Walecznych i Brytyjskim Medalem Lotniczym. Po wojnie wrócił do kraju i mimo, że jest rodem z Przemyśla, zamieszkał w Krakowie. Ukończył tu studia ekonomiczne i pracował w różnych instytucjach aż do emerytury. Decyzją Zarządu Oddziału z dnia 12.03.2014 r. jest Honorowym Członkiem Krakowskiego Oddziału SSLW RP.

Szczepan Kurpisz

Biogram: http://www.polishairforce.pl/jaeschke.html

Wadowita 24: http://www.wadowita24.pl/mjr-pil-zygmunt-jaeschke/

 

 

Wyświetleń: 1075 | Dodał: Sekretarz | Data: 14.03.2014


Pismo niniejszej treści zostało przesłane do Przewodniczącego Rady Miasta Krakowa, Pana Bogusława Kośmidra:

Szanowny Panie Przewodniczący,

W związku z przypadającymi w tym roku dwoma ważnymi rocznicami, związanymi z polską i krakowską historią: 70. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego i 75. rocznicą wybuchu II Wojny Światowej, mamy zaszczyt prosić Pana o podjęcie działań zmierzających do nazwania części bulwarów wiślanych, położonych po stronie Podgórza, na odcinku od mostu Powstańców Śląskich do mostu Kotlarskiego – Bulwarem Lotników Alianckich.

Działanie to wpisuje się w realizację uchwały Rady Miasta Krakowa nr CXIX/1284/06 z 25 października 2006 r. związanej z rewitalizacją Zabłocia. W jej ramach studenci i pracownicy Wydziału Architektury Krajobrazu Politechniki Krakowskiej zaprezentowali Radnym Miasta Krakowa projekt zagospodarowania tego terenu wraz z budowa pomnika samolotu B-24 Liberator, na chwilę przed uderzeniem w ziemię. Jest to kontynuacja działań środowisk lotniczych, zmierzających do upamiętnienia zmagań powietrznych nad Krakowem i Małopolską.

W 1986 r. staraniem Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, przy ul. Lipowej 4 wmurowano tablicę pamiątkową ku czci poległych sojuszników, przybywających Polakom
z pomocą. Od kilku lat, w rocznicę katastrofy, dzięki staraniom stowarzyszenia Podgórze.pl oraz dr. inż. arch. Krzysztofa Wielgusa, odbywają się spacery śladami zestrzelonego Liberatora, które gromadzą po kilkadziesiąt osób, wśród których są także sędziwi naoczni świadkowie wydarzenia, ale także – co szczególnie cieszy – młodzież zainteresowana przeszłością swojego miasta i dzielnicy. O spacerach zawsze informują lokalne i regionalne media, a historia rozbitego w środku miasta Liberatora jest częstym tematem artykułów prasowych. Proponowana przez nas nazwa zaczęła już funkcjonować w świadomości wielu osób, jako doskonale pasująca do tego właśnie miejsca.

W nocy z 16 na 17 sierpnia 1944 r. w okolicach Krakowa niemiecka artyleria przeciwlotnicza i nocne myśliwce zestrzeliły sześć potężnych alianckich bombowców, które wracały ze zrzutów broni dla Armii Krajowej w okolicach Warszawy. Poległo wówczas 33 lotników, jeden ranny znalazł się w niewoli, trzech zaginęło bez wieści, a ośmiu zostało uratowanych przez polskich partyzantów. Jednym z nich był Liberator kapitana Wrighta, który rozbił się właśnie na Zabłociu. Miejsce na brzegu Wisły pomiędzy mostami jest uświęcone krwią brytyjskich lotników, którzy właśnie tam zapłacili życiem za odwagę niesienia pomocy i nadziei żołnierzom AK.

Nazwanie tej konkretnej części Zabłocia, na która spadł płonący, rozpadający się na kawałki wrak nazwa Bulwaru Lotników Alianckich odda w piękny sposób hołd wszystkim poległym nad Krakowem, Małopolską i Polską lotnikom alianckim. W czasie wojny nieśli oni ludziom w okupowanej Polsce nadzieję na wyzwolenie, a żołnierzom Polskiego Państwa Podziemnego wymierna pomoc materiałową. Pozostali wierni swoim polskim sojusznikom broni aż do gorzkiego końca, a wielu z nich pozostało na polskiej ziemi na zawsze, jako symbol spełnionych deklaracji sojuszniczych, jako ci, którzy polegli za wolność naszą i waszą.

W wojskowej części cmentarza Rakowickiego pochowano m.in. 128 lotników alianckich, a mimo upływu ponad pół wieku od zakończenia II Wojny Światowej cały czas pojawiają się nowe nagrobki – ostatnio w grudniu 2013 r. w wyniku prowadzonych badań poprawiono nagrobki załogi kpt. Franciszka Omylaka, poległej w katastrofie Liberatora w Banicy.

Uroczystość nadania nazwy mogłaby pięknie wpisać się w krakowskie obchody 70. rocznicy Powstania Warszawskiego i być jednym z elementów tegorocznego spaceru śladami zestrzelonego Liberatora, który zapewne jak co roku zgromadzi liczne grono miłośników historii Krakowa.

Z lotniczym pozdrowieniem,                                              

Prezes Zarządu Oddziału Krakowskiego SSLW RP

ppłk. w st. spocz. pil. Benedykt SIEMASZKO


Dla przypomnienia: http://kosslwrp.ucoz.pl/news/stowarzyszenie_podgorze_pl_zaprasza_na_spacer/2013-08-12-28


Wyświetleń: 814 | Dodał: Sekretarz | Data: 14.03.2014


Płk. pil. Aleksander Milart - Pilot ostatnich polskich bombowców, instruktor, dowódca pułków lotniczych, organizator i wieloletni dowódca 13 Pułku Lotnictwa Transportowego, później im. płk. S. Skarżyńskiego, w podkrakowskich Balicach. Obecnie Członek Honorowy Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP. Poniższy tekst został także przekazany w rękopisie do Muzeum.

S. Kurpisz.



Moje muzealne przygody.

Lubiłem zwiedzać muzea. One dają rozrywkę i poszerzają wiedzę zwiedzających. W mojej pamięci utkwiły dwa wydarzenia, trochę o wspólnej tematyce. Jedno z muzeum wojskowego w Warszawie a drugie z Muzeum Lotnictwa w Krakowie.

Najpierw to pierwsze. Byłem dowódcą pierwszej eskadry w dęblińskiej Szkole Orląt. Szkoliłem pilotów bombowych. Były to samoloty bombowe nurkujące Pe-2. Samolot miał dwie charakterystyczne cechy. Miał piękna sylwetkę w powietrzu, a także był bardzo trudny w pilotowaniu i wykonywaniu  na nim zadań bojowych. Do szkolenia na nich wybierano samych prymusów i silnych fizycznie podchorążych. Eskadra była bardzo duża. Miała ponad trzydzieści dużych samolotów bombowych. Samolotów dwusilnikowych. Były to: bojowe Pe-2, szkolno-bojowe UPe-2, przejściowe UTB-2, łącznikowe Po-2.

Ktoś zauważył, że w muzeum wojskowym w Warszawie zapomniano o lotnictwie wojskowym. Wprawdzie na zapleczu pod budynkiem stały dwa samoloty. Jeden to Ił-2 a drugi to jakiś myśliwiec, chyba nie polski. Komendant szkoły otrzymał zadanie by dołączyć samolot bombowy Pe-2. Ja otrzymałem zadanie przygotować jeden samolot jako eksponat. Wpadł mi pomysł by pozbyć się jednego samolotu, na którym Rosjanie nie chcieli latać. Ja już jako dowódca tradycję kontynuowałem. Mówili, że jest bardzo trudny przy lądowaniu. Nigdy nie gwarantuje bezpiecznego lądowania. A lądowanie na tym typie było bardzo trudne. Na tym egzemplarzu było niebezpieczne. Na tym samolocie wykonanie lądowania na trzy punkty było prawie niemożliwe. Przy zetknięciu przednich kół z ziemią i dobieraniu sterownicy na siebie powodowało kangury. Gdy ktoś próbował kangura poprawić to każdy następny był większy, a po utracie prędkości samolot padał na skrzydło i było jego złamanie. Ten egzemplarz już w fabryce był źle wyregulowany i takie były efekty. Nie było mowy, by pozwolić na nim latać podchorążym.

Wykonałem na nim loty kontrolne znając jego kaprysy i sporządziłem protokół o jego nieprzydatności do latania. Posiadał on bardzo mały nalot ale inżynierowie sporządzili odpowiednią dokumentację do kasacji i cel został osiągnięty. Inżynier eskadry dobrał grupę mechaników, samolot został rozmontowany, pozostał kadłub i centropłat. Z samochodem ciężarowym i traktorem, przez trzy doby samolot dotarł do stolicy. Wówczas droga była wąska a po obu stronach stały grube drzewa. Trzeba było je omijać zygzakiem. Na miejscu samolot został ponownie zmontowany i ustawiony obok tych co stały.

Po latach, gdy zwiedzałem muzeum, obejrzałem również moją peszkę. Czułem się ojcem tego eksponatu. Było mi przykro. Samolot był zaniedbany. Oszklenie kabin popękane, lakier brudny i odpadał. Próbowałem coś zrobić, by samolot przenieść do muzeum lotnictwa w Krakowie. Okazało się to niemożliwe. Różni włodarze, różne resorty i dogadać się było niemożliwe. A szkoda, bo w Krakowie, wśród innych o  niego  bardziej by dbano.

Drugie zdarzenie to zupełnie inna sprawa. Gdy zorganizowano wystawę ziem odzyskanych we Wrocławiu, to ja po jej zwiedzeniu zauważyłem, że znajduje się tam magazyn starego sprzętu lotniczego. Mówiono również, że przy parowozowni w Piławie jest również podobny magazyn. Już wtedy w jednostkach lotniczych mówiono o potrzebie otwarcia muzeum lotnictwa. Tylko gdzie ? Ktoś w DWLot wpadł na pomysł, że dobre miejsce byłoby w Krakowie, na likwidowanym lotnisku w Czyżynach. Nawet jest tam duży hangar.

Gdy przybyłem do Krakowa, by organizować 13-ty Pułk Lotnictwa Transportowego, to pod moją opiekę wpadło to lotnisko wraz z zabudową. Po pewnym czasie przybył do Krakowa znany mi z Dęblina oficer, który miałby organizować muzeum. Nazwiska nie pamiętam. Niczego nie mógł zrobić, bo brak było decyzji i uzgodnienia z władzami miasta Krakowa. Ogólną opiekę nad lotniskiem sprawowały moje służby. Wreszcie lotnisko przekazałem władzom Krakowa, ale hangar pozostał pod moja opieką. Takie było polecenie. Władze miejskie miały wielką ochotę na hangar. Planowały wykorzystać go na bazę MPK. Ja nie miałem prawa przekazać tego obiektu.

Wreszcie zadzwonił do mnie Dowódca Wojsk Lotniczych gen. Raczkowski. Oświadczył mi, że nazajutrz do Krakowa przylatuje marszałek Spychalski, by z władzami miasta uzgodnić sprawę hangaru i muzeum. Polecił mi również, bym reprezentował Wojska Lotnicze w tej sprawie. Generała nie będzie, ma inne pilne zadanie. Uzgodnił ze Spychalskim, ze Wojska Lotnicze ja mam reprezentować. W podwójnej roli, gdyż jestem użytkownikiem hangaru.

Była to dla mnie sprawa kłopotliwa, ale i poważna. Byłem uczuciowo i formalnie związany z muzeum, natomiast z władzami miasta miałem i prawne i osobiste stosunki bardzo poprawne. Zadzwoniłem natychmiast do Zastępcy Przewodniczącego Miejskiej Rady, inż. Zdzisława Górskiego, by dowiedzieć się gdzie odbędzie się owe spotkanie. Dowiedziałem się, że to nastąpi w domku, gdzie była siedziba kierownictwa aeroklubu. Z ramienia Rady Miejskiej będzie jej przewodniczący Zbigniew Skolicki. Górski był moim serdecznym przyjacielem. On wiedział jakie jest moje stanowisko w tej sprawie, a ja wiedziałem, że on musi reprezentować sprawy miasta. Ale to nie zależy od niego. Jego szef będzie na pierwszym froncie.

Marszałek Spychalski przyleciał a ja swoją służbową warszawą zawiozłem go do wskazanego domku. Byłem tam wielokrotnie. Po drodze marszałek wypytywał mnie o zdanie w sprawie muzeum. Przedstawiłem rzetelnie sytuację i byłem za muzeum. Grono uczestników było bardzo wąskie. Składało się z trzech osób. Skolicki, Spychalski i ja. Głos zabrał Skolicki. Przedstawił on potrzeby miasta i ulokowanie MPK. Stwierdził, że przecież hangar stoi na terenie miasta. Dla niego potrzeby miasta są ważniejsze niż muzeum. W drugiej kolejności ja zabrałem głos. Byłem gospodarzem obiektu i przedstawicielem Wojsk Lotniczych. Byłem zdania, że warunki na organizowanie tu muzeum są najlepsze. Kraków zasługuje na nie. Jeszcze jedna placówka kulturalna o charakterze bardziej współczesnym byłaby przydatna. Przecież muzeum będzie dawało pewne dochody finansowe i wzmocni ruch turystyczny. Jeszcze jest jeden argument „za”. Kraków był miejscem gdzie powstawało lotnictwo wojskowe po pierwszej wojnie światowej. Tutaj lotnicy powinni czuć się jak u siebie w domu. Niech Kraków dziadków przygarnie.

Na zakończenie głos zabrał marszałek Spychalski. Stwierdził pilną potrzebę otwarcia takiej placówki mówiącej o historii lotnictwa wojskowego. W Krakowie ma ona pełne uzasadnienie historyczne, a hangar byłby doskonałym zaczątkiem do otwarcia takiej placówki. Liczy na przychylność władz miasta. Wojsko zrobi wszystko co w jego mocy by cel osiągnąć. Gdyby jednak władze Krakowa nie wyraziły zgody to my będziemy zmuszeni hangar rozebrać i przenieść na inne lotnisko, a takie potrzeby mamy. Będzie to dla obu stron i zysk i strata, ale nasza wola jest nieodwracalna. Wówczas ponownie głos zabrał Skolicki i to zupełnie w innej tonacji. Stwierdził, że rozumie stanowisko wojska i zmienia decyzję. Wyraża zgodę na otwarcie muzeum lotnictwa w Krakowie. Nastąpiło wyraźne odprężenie. Poprawił się nastrój, chyba nawet u Skolickiego. Wszyscy pogratulowaliśmy sobie mądrej decyzji. Marszałek Spychalski, który niewątpliwie był bohaterem tego dnia odleciał do Warszawy.

Ja przekazałem hangar i sprawa dla mnie została zakończona.  Lotnicy są zadowoleni, władze miasta Krakowa także. Myślę, że historia lotnictwa będzie bardziej trwała, a turyści w Krakowie znajdą jeszcze jeden miły zakątek, który warto odwiedzić. Ja jestem dumny, że brałem w tym udział pozytywny i miło jest mi o tym pisać. A wiarygodność tego co napisałem potwierdzam swoim autografem z życzeniami miłego zwiedzania Muzeum Lotnictwa w Krakowie.

Aleksander Milart ,  Kraków, dnia 11.08.2011 r.


P.S. Gdyby komuś udało się przenieść peszkę z Warszawy do muzeum lotnictwa w Krakowie, będę bardzo rad i to niezależnie, czy będę na tym świecie, czy innym. Będzie mi bardzo miło, że moje marzenie się spełniło.


Strona muzeum: http://www.muzeumlotnictwa.pl/index.php/muzeum/historia

Biogram autora: http://www.kosslwrp.republika.pl/www/html/milart.htm

Wyświetleń: 874 | Dodał: Sekretarz | Data: 01.03.2014

« 1 2 ... 23 24 25 26 27 ... 29 30 »
Copyright MyCorp © 2019
Strona www zarządzana przez system uCoz