Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP
Oddział Krakowski
 
Menu witryny

Kalendarz
«  Listopad 2018  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930

Archiwum wpisów

Wyszukaj

Statystyki

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0

Dla Admina

Witaj, Gość 21.11.2018, 10:00

Główna » Archiwum wpisów

 

 

Dzięki wspaniałej współpracy ludzi dobrej woli i sympatyków lotniczych tradycji został zrealizowany Projekt "WILGA 311", którego celem było UPAMIĘTNIENIE WSZYSTKICH PILOTÓW I ŻOŁNIERZY WALCZĄCYCH O WYZWOLENIE SPOD OKUPACJI. Wspólnymi siłami odtworzono zrzut, przyjęcie sprzętu oraz jego zabezpieczenie. Całość została sfilmowana i sfotografowana. Symbolicznym akcentem było zrzucenie wiązki słodyczy dla najmłodszych uczestników rekonstrukcji. Dla seniorów było "jak  zwykle" czyli herbata po góralsku. Można mieć nadzieję, że spotkamy się wszyscy za rok z okazji 70-tej rocznicy ostatniego zrzutu. Seniorzy Lotnictwa Wojskowego serdecznie dziękują wszystkim za wsparcie w realizacji PROJEKTU "WILGA 311".

Koordynator projektu - mjr rez. pil. Stefan Glądys

Przy okazji - jeden z samolotów biorących udział w rekonstrukcji to replika słynnego RWD - 5, na którym płk. Skarżyński przeleciał Atlantyk w 1933 r. Zobacz tutaj: http://www.sle.malopolska.pl/posty/rwd.pdf (link ze strony: http://www.sle.malopolska.pl/)

 

Fotorelacja:  (kliknij fotkę).

 

 


Muzeum AK: http://www.muzeum-ak.pl/newsysn/formatka.php?idwyb=427



Linki do strony oraz zdjęć Aleksandra Gucwy:

http://www.sekowa.info/index.php?go=12&id2=663

https://plus.google.com/photos/117828295910339459620/albums/5962545266164859969?banner=pwa


Link do strony Edwarda Wyroby: http://www.wadowita24.pl/pamieci-mjr-pilota-antoniego-tomiczka/


Link z Limanowej: http://limanowa.in/wydarzenia/news;ostatni-lot-nad-szczawa,16241.html


Ciekawy dla lotników materiał o zrzutach, przesłany przez Pana Przemysława Bukowca z SRH 1 psp AK: kliknij TUTAJ

I przy okazji jego apel:

Mam prośbę. Rozmawialiśmy w Ochotnicy z Panem Stefanem Glądysem na temat sukna stalowego. Z racji, że odtwarzamy 1 psp AK, udało się zgromadzić dość obszerny materiał fotograficzny (blisko 200 zdjęć). Staramy się odtwarzać umundurowanie partyzanckie w oparciu o fotografie okresu okupacji. Stąd większość umundurowania po prostu sami szyjemy. Moje pytanie jest następujące: jeżeli u Państwa znalazła by się nadwyżka materiałów (sukno – każdego gatunku i kategorii, koce wojskowe lub stare, niepotrzebne, zużyte spadochrony) to bylibyśmy wdzięczni, jeżeli można byłoby coś takiego pozyskać. Z takich „pozostałości” uszyjemy fragmenty umundurowania oraz wyposażymy "ruchomą" ekspozycję, która stale się powiększa i jest prezentowana na spotkaniach z młodzieżą w szkołach na terenie Ziemi Limanowskiej i nie tylko.
 

 

 

Wyświetleń: 864 | Dodał: Sekretarz | Data: 02.01.2014


Oto opowieść zasłyszana w noc wigilijną w cichym zakamarku muzeum ...



Cześć, to ja - AN-26

 

Przybyłem do Krakowa w 1972 roku prosto z zakładu z Kijowa. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że będę podstawowym samolotem transportowym na długie lata. Od razu mnie wszyscy polubili, bo okazało się, że jestem bardzo łatwym samolotem do pilotowania, a szczególnie do lądowania. Wybaczałem wiele błędów  pilotom. Niektórzy mówili że nawet niedźwiedź mógłby wylądować An-em 26. Wymagam użycia nieco siły przy lądowaniu, ale to jest właśnie moja zaleta, która później przydawała się na innych nieco cięższych typach samolotów.  Największą moją zaletą, była mała awaryjność. Ale nawet jak mi się przydarzały usterki techniczne np. na rajdzie Paryż – Dakar, to załoga potrafiła sama je usunąć. Czułym elementem w samolotach turboodrzutowych są wszelkie teflonowe  uszczelnienia labiryntowe. Na pustyni na Saharze,  większość lądowań i  kołowań  odbywała się na piasku. Silniki samolotów turboodrzutowych „połykały” tego piachu dość spore ilości. Swoje loty kończyły, na którymś tam etapie, Fokery, Herculesy, a ja, Twój poczciwy Antonow zawsze „parłem” do przodu. Pamiętam jak kiedyś któryś chyba z Fokerów „nadmuchał” mi do wlotów  silnika piachu i ja w tedy przy uruchomieniu dostałem „pompażu”. Moje silniki nie mogły  wejść na swoje minimalne obroty. Ale wy piloci,  mieliście  już opracowaną swoją metodę, że jak moje silniki zaczęły „pompażować” należało im  „chlusnąć” pół wiadra wody we wloty  i wtedy zawsze „pompaż” zaniknął i nastąpił wzrost obrotów do normalnych.

 

Jednak podstawowym moim zadaniem, były loty na zrzut wojsk desantowych, czy to na pustynię Błędowską, czy na poligon w Szymanach, Nową Dębę, czy na Drawsko Pomorskie. Swoja niezawodność udowodniłem na trasach od Wysp Kanaryjskich, po Syberię (Nowosybirsk) i od Kapsztadu (obsługa rajdu Paryż – Dakar) aż po Murmańsk (przewóz pomnika poświęconego poległym tam naszych marynarzy w czasie 2-ej Wojny Światowej). Moje ograniczenia eksploatacyjne: udźwig, prędkość, przeciążenia, (bardzo wysokie dla tego typu samolotu) były nieraz przekraczane  niż wykazywane w mojej instrukcji eksploatacji. To ja się wspiąłem tak wysoko, że ustanowiono rekord Polski zrzutu skoczków spadochronowych z wysokości. Ja zabierałem  nie 40-tu a jak trzeba było to i 80-ciu uzbrojonych milicjantów (niechlubne wyloty). Ja  zabezpieczałem wszystkie wizyty Naszego Papieża przewożąc, czy to wojsko czy milicję w każde miejsce, dla zabezpieczenia ruchu, czy obsługi, gdzie się Papież zatrzymywał w czasie swojej pielgrzymki.

     

To dzięki mnie wyszkoliliście całe rzesze pilotów nie tylko krajowych (dla potrzeb LOT-u), ale i zagranicznych (Libijczycy). Ci piloci latają dzisiaj w wielu firmach krajowych i zagranicznych. Szkolenie było być może drogie, gdyż beż symulatorów , ale jak historia pokazała, bardzo efektywne. Nie wiem czy pamiętasz jak wykonywaliście loty nocne (NZWA), trenowaliście wyłączanie i włączanie silnika w powietrzu w locie po kręgu, któryś z techników, zamiast zapuścić silnik (w powietrzu na wysokości 500m.), wyłączył drugi silnik. Widziałem Wasze miny, gdy zapanowała cisza w kabinie, bo oba silniki nie pracowały. Jednak tuż nad ziemią zdołaliście uruchomić silnik i tylko kury wystraszyliście w gospodarstwie na podejściu do lądowania.

 

Podstawą szkolenia były zawsze trudne warunki atmosferyczne, czyli minimalne widzialności i minimalne podstawy chmur. Nawet jak wy piloci byliście już po pracy w domu, a „podeszły” minimalne warunki atmosferyczne, to  czy to systemem alarmowym, czy  poprzez powiadamianie, ściągano Was lotników na lotnisko i robiło się loty. Nierzadkością, również było doplanowywanie do tablicy planowej  dodatkowych lotów dla pilotów, aby wykorzystać trudne warunki pogodowe. Cenną dla Was szkołą latania było jak przewoziłem pocztę po kraju, w ramach współpracy z PLL LOT. Było trochę wesołych sytuacji jak chociażby w Rzeszowie. Wiem, że staliście przed hotelem „Rzeszów”, czekając na samochód na lotnisk, aby mnie zabrać na kolejny wylot. Podjeżdża w tym czasie taksóweczka z jakąś paniusią z lotniska, która przyleciała chyba z USA i starsza pani zwraca się do, akurat, kapitana załogi „proszę mi zanieść te walizeczki do recepcji” Kapitan grzecznie złapał dwie walizy i zataszczył po schodach do recepcji. Problem polegał na tym, że załoga miała takie same mundury jak i obsługa hotelowa, tylko, że na rękawie miała paski o czym paniusia z USA nie musiała wiedzieć. Wielce zmieszana pani z recepcji przeprosiła kapitana, chociaż nie było za co.

 

Skoro jestem już na płycie w Rzeszowie „Jasionka”, to muszę również wspomnieć jak wracałem na Balice do Krakowa bez kapitana. Też wykonywaliśmy loty dla Poczty Polskiej. Przed rozlotem na poszczególne lotniska, nas tankowano do pełna, a Wy otrzymywaliście przed domkiem „Krakus” instrukcje, że w kraju zaczyna się źle dziać (rok 1976) i trzeba być czujnym, bo Ojczyzna „w potrzebie”. Wiedzieliście, że w kraju zaczyna się coś dziać, ale nic nie mogliście zrobić. Pomimo że sercem i duszą byliście z tymi którzy ciężko pracowali a perspektyw na lepsze życie nie  mieli. W wojsku jednak wykonuje się rozkazy a nie myśli. Ty kapitanie po całej nocy latania pojechałeś sobie do Krosna. Jednak jeszcze przed południem Was poderwano, aby lecieć po milicję do Szyman i „przerzucić ich do Radomia, bo tam Obywatel się „buntuje”. „Na Obywatela”. Zlekceważyłeś to kapitanie, albo sobie pomyślałeś, że jak o jeden samolot będzie mniej milicji, to i tych co mają bić Obywatela, będzie mniej. Byłeś jednak w panice, gdy przyjechałeś wieczorem na wylot, a tu Cię informują, że samolotu niema. Ja bez  kapitana poleciałem do Krakowa, tam dostałem nowego kapitana no i poleciałem po milicje i z pełnym rynsztunkiem z „pałami” dowiozłem ich do Radomia. Jak podsłuchałem późniejsze opowieści, to po przyjeździe na drugi dzień do pułku, usłyszałeś „synu wojna jest a Wy za niewykonanie rozkazu idziecie pod mur”. Był taki mur na placu zbiórek. Zakończyło się to jednak, że zamiast cztery lata czekać na kolejny awans to czekałeś sześć.

 

Wiele rzeczy się nasłuchałem w czasie Waszych lotów. Latem 1981 roku lecieliście z Moskwy do Warszawy, (chyba znowu jakieś tam wytyczne) i któryś z Was opowiadał jak spotkał kolegę Rosjanina, studiującego na „Woroszyłówce” w Moskwie. Co Wy tam robicie na tej akademii ? Ano ostatnio rozpracowywaliśmy korytarze wejściowe dla wojsk Układu Warszawskiego ze strony NRD, Czechosłowacji, i ZSRR, aby szybko przyjść Wam z pomocą, jeśli sami sobie nie poradzicie z obrona naszego socjalizmu. Pamiętam że klęliście aż mi „manetki mdlały”. Z podsłuchu w kabinie wiem też, że na odprawie u d-cy pułku, byliście instruowani o wyprowadzeniu ciężkiego sprzętu samochodowego na pas startowy na wypadek niespodziewanego lądowania obcych samolotów transportowych od „wielkiego przyjaciela”. Z początkiem grudnia rozpoczęliście przeglądy i usprawnianie nas wszystkich. I mieliście „nosa”, bo 12-go grudnia 1981 roku wieczorem, ściągnięto Was alarmowo do pułku, położono Was spać w klubie na łóżeczkach polowych jeden obok drugiego. Nad ranem załadowano na nasze pokłady „Czerwone Berety” i jeszcze o świcie wylądowaliście w pełnej ciszy radiowej na Okęciu. Muszę również wspomnieć o bardzo cennych ładunkach jakie zwoziłem z kraju, czyli loty dla Narodowego Banku Polskiego. Tankowaliście nas do pełna, a potem w Warszawie ładowaliście na nas po 5 ton banknotów. Ja jednak się nie uskarżałem i „taszczyłem” to po lotniskach w kraju, a „dolarki” za granicę. Niedawno przecież rozprawialiście z pilotami z innych firm lotniczych, że piloci z An-ów 26-tych zawsze potrafią wylądować, nawet jak ich pogoda zaskoczy, czy nawet jak na lotnisku systemy sprowadzające do lądowania. Nic też dziwnego że np. w czasie lotu nad pustynią Sahara (rajd Paryż – Dakar) odcinek 1800 km  (samolot wyposażony tylko w  NDB), d-ca załogi nie wahał się wystartować, wiedząc że NDB na lotnisku docelowym miała zasięg tylko 30 km. Wiele załóg zagranicznych nie tylko nie doleciała do tego lotniska,  ale lądowali na lotniskach nie tylko w kraju docelowym ale i w innych krajach sąsiednich. (GPS-ów nie było).

 

Przykro mi tylko było jak ścinaliście moim skrzydłem czy to betonowy słup na płycie w Katowicach, czy też zahaczaliście o drzewa w Szymanach, Stavanger (Norwegia). Ten system szkolenia lotniczego polegający na maksymalnym wykorzystaniu minimalnych warunków atmosferycznych jak również wykorzystanie tej podstawowej nawigacji (nawigacji Pokryszkina jak to się często mówi wśród lotników o prymitywnej nawigacji) pozwalał na bardzo krótkie odprawy załóg do lotu w przypadkach gdy trzeba było lecieć nagle np. na wyloty „akcja serce” czy loty z pomocą humanitarną. A lotów z pomocą humanitarną wykonałem mnóstwo. Niewątpliwie jedne z najtrudniejszych lotów były loty po trzęsieniu ziemi w Armenii. Lotnisko które normalnie przyjmowało dziennie 5 samolotów, w pewnym momencie zaczęło przyjmować do 170 samolotów dziennie. Utworzyliśmy wtedy most powietrzny pomiędzy Warszawą, Krakowem a Erewaniem. Odprawa do tego wylotu trwała bardzo krótko. „Panowie trzymajcie się, wykorzystajcie swoje doświadczenie, a tego kto da plamę, będziemy rozliczać”. Lecieliśmy wtedy bardzo przeciążeni, a na dodatek w okolicach Kaukazu w padliśmy w bardzo silne oblodzenie. W pewnym momencie i moim silnikom zaczęło brakować mocy i traciliśmy wysokość ze względu na oblodzenie. Pamiętacie jak jakiś  Anglik na Boeingu 757, po starcie dostał zgodę na wznoszenie do poziomu 130-go i cały czas przez radio „żebrał” o dalsze jak najszybsze  wznoszenie, bo właśnie na tej wysokości było bardzo intensywne oblodzenie. Nikt mu nie odpowiadał z kontroli radarowej, taki był rozgardiasz, tylko Ty mu podpowiedziałeś,  że ma jeszcze jeden poziom do góry w oblodzeniu i dalej jest czysto i bezchmurnie. Na własne ryzyko zmienił wysokość, „przebijając” się nad chmury, a nam podziękował i powiedział że nigdy więcej. Domyśliłeś się, że nigdy więcej tu nie przyleci, czy że nigdy więcej nie będzie tak ryzykował. Jakimś cudem wróciliście  wszyscy cali z tej eskapady, a ja Was nie zawiodłem.

 

Pamiętasz jak w jeden wieczór  żegnaliście hucznie lotników odchodzących do rezerwy a na drugi dzień, znowu z zaskoczenia, lecieliśmy z pomocą humanitarną, po trzęsieniu ziemi w byłej Jugosławii do ówczesnego Titogradu. Dowódca pułku wybrał w miarę „sprawne” załogi, krótka odprawa, w czasie której załadowano samoloty i po 2 godzinach już lądowaliśmy w ówczesnym Titogradzie. Jak nas rozładowywano, to was  poczęstowano eleganckim obiadkiem. Ale widziałem jak wszystkie załogi ukradkiem zerkały na przeszklona lodówkę, w której stały oszronione butelki piwa. Kelner podszedł zapytać się co podać do picia: kawę, herbatę, colę...a ty  jednym tchem nie bacząc, że obok Ciebie siedział d-ca pułku ze swoja załogą z An-a 12-go, poprosiłeś 5 piw dla swojej załogi. Przed zakończeniem obiadu kelner podał każdemu butelkę „rakiji” i długo musiałeś się tłumaczyć d-cy, że nie zamawiałeś tego tylko to jest „suvenir” z podziękowaniem.

 

Duma mnie również rozpiera z udziału w ćwiczeniach „Allied Harbour”. Lataliśmy wtedy z bazy jaką mieliśmy w Neapolu do Tirany, Skopie, Pristiny, przewożąc różne zaopatrzenie jak i żołnierzy będących w tym rejonie.  Nie wiem czy kiedykolwiek Pani Justyna Steczkowska ze swoim zespołem, zapowiadana przez Panią Agatę Młynarską, dała na jakimkolwiek pokładzie samolotu  koncert na wysokości 6000 metrów. A na moim pokładzie tak było jak lecieliśmy do naszych żołnierzy stacjonujących w byłej Jugosławii, z Noworocznym koncertem. Występ był bardzo ładny i wesoły, szczególnie jak pani Steczkowska wymachiwała kankana przed „obliczem” biskupa polowego Sławoja Głodzia. Całą dwunastką doczekaliśmy się spokojnej starości w 2009 roku.  Nie było żadnej większej przesłanki do wypadku lotniczego. Dziękuję Wam, że jeden z nas stoi w Muzeum Lotnictwa na Czyżynach, a drugi w „alei zasłużonych” na Balicach.

 

Dużo by opowiadać, Może kiedyś znowu do tego wrócimy.


Wysłuchał S. Wojdyła, z wykorzystaniem rys. T. Gościńskiego




Wyświetleń: 897 | Dodał: Sekretarz | Data: 25.12.2013


W dniu 19.12.2013 r. odbyło się spotkanie opłatkowe w 8 Bazie Lotnictwa Transportowego. Wśród gości był Wojewoda Jerzy Miller, konsulowie Ukrainy i Niemiec oraz delegacja producenta samolotów  EADS CASA (obecnie Airbus Military), których Polska jest obecnie największym użytkownikiem na świecie. Nie zabrakło też licznej delegacji Krakowskiego Oddziału SSLW RP wraz z płk. Ludwikiem Krempą oraz kapelana lotników - Ojca Dominika Orczykowskiego. Prezes Siemaszko przekazał życzenia od Seniorów.


     

   

  

     

    

  

Zdjęcia: R. Springwald

Zobacz także relację na stronie 8 Bazy:

http://www.8bltr.sp.mil.pl/pl/component/content/article/1-informacje/826-spotkanie-wigilijne-w-8-bltr


Wyświetleń: 664 | Dodał: Sekretarz | Data: 19.12.2013


W dniu 14.12.2013 r. w Ochotnicy Górnej odbyła się uroczystość poświęcona pamięci katastrofy lotniczej samolotu B-24 z Armii Lotniczej USA "California Rocket". W uroczystości brała udział liczna grupa pasjonatów lotniczych. Wśród zebranych wyróżniała się Pani pilot Katy Carr (na zdjęciu "Czerwony Kapturek"). Po zejściu do Dolnej Ochotnicy w Domu Kultury odbyło się sympatyczne spotkanie, na którym zaprezentowano historię i znaczenie lotnictwa w dziejach ludzkości. Uczestnicy mogli obejrzeć ciekawe zbiory muzealne zgromadzone w Izbach Pamięci.

Stefan Glądys

Czytaj też: http://www.muzeum-ak.pl/newsysn/formatka.php?idwyb=417

oraz blog Leszka Mańkowskiego:

http://blogi.lotniczapolska.pl/read.php?3,307,307#msg-307


Wyświetleń: 707 | Dodał: Sekretarz | Data: 15.12.2013


Oddział Krakowski organizuje spotkania opłatkowe dzięki gościnności Dyr. Krzysztofa Radwana, w Muzeum Lotnictwa, w pięknej lotniczej scenerii, wspólnie z Klubem Seniorów Lotnictwa Działającym przy Aeroklubie Krakowskim. Zapraszani są przedstawiciele zaprzyjaźnionych jednostek wojskowych i instytucji (WSzW, ZŻWP). W tym roku obecny był D-ca 8. Bazy Lotnictwa Transportowego płk pil. Jacek Łazarczyk. Od lat uczestniczy w nich także Ojciec Dominik Orczykowski - kapelan polskich lotników, były pilot szybowcowy. Spotkania upływają na wspólnym śpiewaniu kolęd przy wigilijnym poczęstunku, życzeniach i wspomnieniach lotniczych oraz obcowaniu z eksponatami w ciszy zimowego wieczoru.

Zdjęcia - kliknij na obrazek



Wyświetleń: 822 | Dodał: Sekretarz | Data: 12.12.2013


Na tę chwilę Pan pułkownik pilot Ludwik Krempa musiał długo czekać. Za długo. Po raz pierwszy mundur założył w 1937 r. Los nie szczędził mu trudności. Strzelali do niego Rosjanie i Niemcy. Brał udział w obronie Wielkiej Brytanii jako pilot 304 Dywizjonu Bombowego. Po zakończeniu wojny latał w RAF. Mundur zdjął w 1949 r. a do Ojczyzny powrócił w 1988 r. Zamieszkał w Krakowie. Jest m.in. Członkiem Honorowym Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP. Mimo swojego wieku (rocznik 1916) bierze aktywny udział w uroczystościach patriotycznych, kombatanckich i rocznicowych. Chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nadal jest skromny i życzliwy. W dniu 18.12.2013r.ponownie włożył mundur pilota wojskowego RP. Co myślał i czuł ? Dla nas jest wzorem. Czapki z głów.

Wyświetleń: 1083 | Dodał: Sekretarz | Data: 08.12.2013


Zgłoszona przez płk. Ryszarda Białeckiego z Oddziału Warszawsko-Mazowieckiego w dniu 7 września 2012 roku podczas Walnego Zebrania Delegatów Stowarzyszenia inicjatywa budowy ,,Pomnika Chwały Lotnikom Polskim" na Powązkach Wojskowych i przyjęta przez Zebranie do realizacji nabiera coraz bardziej realnych i wyrazistych kształtów. Mimo pozornego spokoju w temacie budowy pomnika, Zarząd Główny Stowarzyszenia podejmował szereg działań, uwieńczonych uzyskaniem zgody Pani Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy - Hanny Gronkiewicz-Waltz na posadowienie ,,Pomnika Chwały Lotnikom Polskim” na Powązkach Wojskowych w Warszawie na kwaterze GII, naprzeciw kaplicy Kościoła Polsko-katolickiego.

Inicjatywa ta ma duże poparcie Dowództwa Sił Powietrznych, a w szczególności ich Dowódcy — gen. broni pil. Lecha Majewskiego oraz przychylnie do niej ustosunkowany jest Minister Obrony Narodowej - Tomasz Siemoniak. Przedsięwzięcia do czasu uzyskania zgody na posadowienie pomnika wykonywała Grupa Organizacyjna, powołana przez Zarząd Główny SSLW RP.

Kolejnym etapem będzie powołanie Komitetu Budowy Pomnika Chwały Lotnikom Polskim, do którego wejdą głównie członkowie Grupy Organizacyjnej, poszerzonej o inne, przydatne przy budowie osoby. W najbliższej przyszłości zostanie powołany Komitet Honorowy Budowy Pomnika, patronujący jego budowie. Znajdą się w nim lotnicy z Polski i z zagranicy, zasłużeni dla lotnictwa polskiego, w tym weterani i kombatanci. Wystąpimy też z wnioskiem do prezydenta RP — Bronisława Komorowskiego o objęcie budowy pomnika swoim patronatem.

Z chwilą powołania Komitetu Budowy Pomnika, przystąpi on do prac merytorycznych, związanych z budową Pomnika z takim wyliczeniem, aby wmurowanie kamienia węgielnego nastąpiło w 2015 roku - w 75 rocznicę bitwy o Anglię, a jego uroczyste odsłonięcie w 2018 roku — w 100 rocznicę Lotnictwa Polskiego.

Liczymy na szerokie poparcie i wsparcie naszej inicjatywy przez członków Stowarzyszenia oraz rozpowszechnienie jej w środowisku Iotniczym i lokalnych społeczeństw.

Prezes Zarządu Głównego SSLW RP

gen. dyw. w st. spocz. pil. Franciszek MACIOŁA


Wyświetleń: 756 | Dodał: Sekretarz | Data: 07.12.2013


W dniu 4 grudnia, w Klubie na Zyblikiewicza odbyło się kolejne spotkanie Oddziału. Zebrani uczcili minutą ciszy niedawno zmarłego mjr. pil. Antoniego Tomiczka. Przywitaliśmy nowego kandydata na członka Stowarzyszenia - kol. Wiesława Kijaka. Prezes wręczył legitymacje wcześniej przyjętym członkom - Andrzejowi Strojkowi i Andrzejowi Chytkowskiemu. Omówiono stan realizacji projektu "Wilga 311" i jego scenariusz na dzień 28 grudnia. Obejmuje on przybycie uczestników pod Muzeum PSP AK w Szczawie, dojście na zrzutowisko Wilga 311 w Polankach, przelot samolotu nad zrzutowiskiem, rekonstrukcję odebrania zrzutu oraz spotkanie w muzeum.

Gościem specjalnym spotkania był I Ułan RP -  mgr Włodzimierz Wowa Brodecki. Barwnie opowiadał o swojej pasji, ułanach, koniu Tornado oraz swoich ułańskich rajdach po Europie - śladami polskich miejsc pamięci. Andrzej Chytkowski, krakowski znawca tematyki lotniczej, dorzucił historyjkę o tym jak to piloci 2 pułku z Rakowic, straszyli samolotami konie stacjonującym po sąsiedzku ułanom i mieli z tego niezły ubaw. 
 
     
 
    
 
   
 
Zdjęcia "komórkowe" - J.O.
 
A tu zdjęcia dosłane przez S. Glądysa:
 
 
 
 
Jak widać atmosfera spotkania była znakomita...
 
 
Wyświetleń: 610 | Dodał: Sekretarz | Data: 02.12.2013


W dniu 25.11.2013 r. w Domu Kultury "Podgórze" w Krakowie odbyło się spotkanie autora książki pt. "Lotnicy z Prokocimia" Andrzeja Chytkowskiego z czytelnikami. Autor zebrał i opisał wojenne losy pilotów pochodzących z Prokocimia. Na spotkaniu w barwny sposób opowiadał szczególnie wzruszające historie. Na słuchaczach duże wrażenie wywarła opowieść o lotniku, który przed wylotem w "nieznane" pobrał pensję i postanowił dostarczyć ją żonie. Zrobił więc małą paczuszkę , w której umieścił pieniążki wraz z odcinkiem i zbaczając "nieco" z trasy, zrzucił "przesyłkę" w rejonie rodzinnego domu.Przesyłka trafiła do rąk żony, a kwit jest przechowywany na pamiątkę i świadczy o solidności i odpowiedzialności.Autor zapowiedział drugie wydanie tej książki. Czekamy.

 
 
S. Glądys
 
Wyświetleń: 888 | Dodał: Sekretarz | Data: 01.12.2013


Na biurko dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego trafi prośba o zgodę na lot pamięci zmarłego kilka dni temu majora Antoniego Tomiczka. Jako pilot niósł on pomoc walczącym w Gorcach żołnierzom Armii Krajowej.
Pomysł taki zrodził się w krakowskim oddziale Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP jeszcze za życia lotnika. Transportowy Hercules z Powidza lub CASA z Balic miałyby przelecieć nad Polanką koło Szczawy. Tam nocą 28/29 grudnia 1944 r. załoga dowodzona przez mjr. Antoniego Tomiczka dokonała ostatniego zrzutu pomocy dla I Pułku Strzelców Podhalańskich AK.

- Mamy nadzieję, że nasz plan się powiedzie, choć zdajemy sobie sprawę, że Siły Powietrzne od czasu katastrof w Mirosławcu i Smoleńsku bardzo rygorystycznie podchodzą do takich spraw - mówi wiceprezes stowarzyszenia Stefan Glądys. Poparcie dla pomysłu wyraził m.in. honorowy komitet budowy pomnika kpt. pil. Mieczysława Medweckiego, pierwszego naszego lotnika poległego podczas II wojny światowej. Trasa lotu mogłaby przecież poprowadzić także nad okolicami Balic, gdzie zginął kpt. Medwecki, a także nad Borkiem Fałęckim, Gdowem i Ochotnicą Górną, gdzie podczas wojny awaryjnie lądowały maszyny alianckie.

- Sylwetka samolotu pojawiająca się nad miejscami bohaterstwa lotników może być godnym sposobem upamiętnienia wszystkich tych, którzy narażali życie dla innych i nieśli nadzieję walczącym żołnierzom AK - podkreśla przewodniczący komitetu Robert Springwald.

Krakowscy seniorzy lotnictwa wojskowego wyobrażali sobie to tak. Któregoś dnia major Antoni Tomiczek przyjedzie ze Śląska do Balic, usiądzie na chwilę za sterami wojskowego samolotu, a później ten - pilotowany przez właściwą załogę - poderwie się w powietrze, by po niedługim locie zrzucić imitację zasobników z bronią i żywnością na Polanki koło Szczawy.

Tam mieli się pojawić rekonstruktorzy z grupy historycznej, w mundurach żołnierzy AK, załadować "zrzut" na furmanki i wywieźć do lasu. Dokładnie tak jak zrobili to żołnierze 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK nocą 28/29 grudnia 1944 r., gdy mjr Antoni Tomiczek odbywał ostatnią misję jako pilot 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia.
To, czy lot wojskowego samolotu transportowego nad Gorcami się odbędzie, zależy tylko i wyłącznie od decyzji dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego. Z taką prośbą wystąpił do niego Krakowski Oddział Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP (KOSSLW RP). Tyle że, niestety, będzie to już lot pamięci - major Antoni Tomiczek zmarł 19 listopada, zaledwie kilka dni po swoich 98. urodzinach. Mógł opowiadać o lotnictwie godzinami, a wspomnienia zaczynał zwykle od słów: "Zawsze wierzyłem w opatrzność".

- Miał szczęście stawać na zbiórkę na pasie startowym z takimi lotnikami, jak Mieczysław Medwecki, Wacław Król czy też Stanisław Skalski. Ten Polish Fighting Team w niebie musi być niesamowity - podkreśla Robert Springwald, historyk z Muzeum Armii Krajowej w Krakowie, które od lat zapraszało mjr. Tomiczka na spotkania związane z działaniami lotników podczas II wojny światowej.

- To był wielki człowiek. Legenda. A przy tym pełen pokory. Więc chapeau bas, czapki z głów! - dodaje mjr pil. Stefan Glądys, wiceprezes KOSSLW RP.

Antoni Tomiczek urodził się 13 listopada 1915 r. w Pstrążnej koło Rybnika. Nie poszedł w ślady ojca, który był górnikiem w Rydułtowach. Po szkole powszechnej uczył się w Szkole Podoficerów Piechoty dla Małoletnich w Koninie, a po jej ukończeniu, mając niespełna 18 lat, otrzymał przydział do 37. Pułku Piechoty im. Ziemi Łęczyckiej w Kutnie. Został tam dowódcą drużyny w kompanii szkolnej. Pod koniec 1935 r. przeniesiono go do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Skierniewicach. To wydarzenie zaważyło na całym jego późniejszym życiu. - Sprawa z lotnictwem zaczęła się u mnie w ten sposób, że gdy byłem w Szkole Oficerskiej w Skierniewicach w 1936 r. zaistniała możliwość zgłaszania się do lotnictwa - wspominał mjr Antoni Tomiczek. - Z naszej szkoły zgłosiło się siedem osób, pojechaliśmy do centrum badań lekarsko-lotniczych i z tej siódemki tylko ja się zakwalifikowałem. Wtedy były wysokie wymagania zdrowotne, trzeba było mieć idealny wzrok, słuch.

Najpierw był kurs szybowcowy w Ustianowej, w Bieszczadach - podstawowe szkolenie dla każdego pilota. Po jego ukończeniu - we wrześniu 1936 r. - skierowano go do 2. Pułku Lotniczego, który stacjonował na lotnisku Rakowice-Czyżyny. Zimą 1936/37 roku Antoni Tomiczek przeszkolił się na mechanika w eskadrze treningowej, a od połowy marca 1937 r. rozpoczął szkolenie na samolotach RWD-8, PWS-18 i Potez 25. Kolejny stopień wtajemniczenia Tomiczek zdobył w Lotniczej Szkole Strzelania Powietrznego i Bombardowania, która mieściła się w Grudziądzu. I to po niej trafił do 122. eskadry lotniczej w Krakowie.

Zanim wybuchła II wojna światowa zdążył wziąć udział w zajmowaniu Zaolzia, a potem jako instruktor trafił do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Krośnie. Po wybuchu wojny lotniczą eskapadę po Polsce - najpierw w poszukiwaniu ewakuowanego dowództwa szkoły, a później podczas próby przedostania się do Rumunii - zakończył w Denesowie, gdzie dostał się w ręce Sowietów.

Kiedy podpisano układ Sikorski-Majski, został zwolniony z niewoli i trafił do Szkocji. Po szeregu szkoleń, m.in. na bombowcach wellington i halifax, w sierpniu 1944 r. skierowano go do 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, która stacjonowała pod Brindisi, na południu Włoch.
Zrzuty dla powstańców warszawskich, które wykonywał jako lotnik eskadry, mjr Antoni Tomiczek wspominał tak: "Do Warszawy miałem pierwszy lot 22 sierpnia 1944 r. Był taki samolot, Halifax, na którym żaden pilot nie wykonał lotu. Przez awarie i inne usterki. Zwykle zawracał zaraz po starcie na lotnisko. Dowódca powiedział mi: na tym samolocie niech pan sobie polata... No i okazało się, że samolot gra. Dowódca powiedział: leci pan nad Warszawę. Poleciałem. (...) Niemcy rąbali do nas jak do tarczy. Gdy zaczynał się ostry ostrzał, radiotelegrafista siarczyście przeklinał, a nawigator zaczynał modlitwę. Co trzeci nabój był świecący, miałem wrażenie, że różańce po niebie latają". Misje zrzutowe major Tomiczek prowadził także do Grecji, Jugosławii i Czechosłowacji.
Pod koniec 1944 r. Antoni Tomiczek poleciał ze swym ostatnim zadaniem nad Polskę - na zrzutowisko o kryptonimie "Wilga-311", które wyznaczono w okolicach Polanek k. Szczawy, u stóp Kiczory. Do Polski wrócił w 1947 r., do emerytury pracował jako urzędnik w ZUS w Rybniku. A latał tylko jako pilot cywilny - w Aeroklubie Gliwickim.

Do ostatnich chwil życia mjr Tomiczek utrzymywał kontakt z wojskiem. W 2011 r. został ojcem chrzestny sztandaru 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego w Powidzu. Odwiedzał 8. Bazę Lotnictwa Transportowego w Balicach, a jej żołnierze składali rewizyty w Pstrążnej przy okazji jego urodzin - tak jak ostatni raz, 15 listopada tego roku. Był dla nich żywą historią lotnictwa wojskowego. - Jeden dzień to za mało, aby wysłuchać wszystkich jego wspomnień i przejrzeć pamiątki z tamtego okresu, w tym książki lotów - mówił po tym spotkaniu kpt. Maciej Nojek z 8.BLTr, mając nadzieję, że piloci wrócą do mjr. Tomiczka z kolejną wizytą...

- Swoim życiem napisał gotowy scenariusz nie tylko na film, ale i na kilka odcinków serialu - dodaje kpt. Włodzimierz Baran z jednostki w Powidzu.

- Należał do elity polskiego lotnictwa, która swoją wartość zmuszona była udowodnić i udowodniła na frontach II wojny światowej: zarówno podczas wojny obronnej 1939 roku, jak i u boku naszych sojuszników na Zachodzie. Byłem pod wielkim wrażeniem jego poświęcenia - mówił po śmierci lotnika minister obrony Tomasz Siemoniak.

- Nie spotkałem nigdy człowieka, który o swoich bohaterskich i niebezpiecznych przeżyciach wojennych opowiadał tak, jakby mówił o spacerze po bułki - zauważa Robert Springwald z Muzeum AK.
 
Na podstawie artykułów Piotra Subika
Dziennik Polski 27.11.2013 oraz 30.11.2013 r.
 
 
 


Pamięć.

W dniu 13.11.2013 r. miałem zaszczyt brać udział w uroczystości 98 rocznicy urodzin Pana majora pilota Antoniego Tomiczka. W czasie krótkiej rozmowy w cztery oczy usłyszałem: "Starzy umierają, młodzi zapomną". Przez zaciśnięte gardło ledwo wyszeptałem: "nie zapomnimy". W dniu 16.11.2013 r. z grupą przyjaciół byliśmy na Polankach, gdzie Pan Antoni Tomiczek wykonał ostatni zrzut. Spotkaliśmy panią Annę, która jako jedenastoletnia dziewczynka pomagała zbierać zrzuty. Była szczerze wzruszona, kiedy dowiedziała się, że Pan Tomiczek jest zdrów. Prosiła o przekazanie mu serdecznych pozdrowień. Następnego dnia rano spełniłem prośbę pani Anny. Pan A. Tomiczek podziękował i powiedział: "Jest kiepsko". Dnia 19.11.2013 r. odszedł do Niebiańskiej Eskadry. Trzeba zrobić wszystko, by pamięć o Tych cichych Bohaterach nie zaginęła. Jesteśmy Im to winni.

Stefan Glądys
 

 
Wyświetleń: 649 | Dodał: Sekretarz | Data: 27.11.2013

« 1 2 ... 24 25 26 27 28 29 »
Copyright MyCorp © 2018
Strona www zarządzana przez system uCoz