Inicjatywa Oddziału Krakowskego ma szanse powodzenia - 27 Listopada 2013 - Witryna kosslwrp
Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP
Oddział Krakowski
 
Menu witryny

Kalendarz
«  Listopad 2013  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930

Archiwum wpisów

Wyszukaj

Statystyki

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0

Dla Admina

Witaj, Gość 06.12.2016, 20:54

Główna » 2013 » Listopad » 27 » Inicjatywa Oddziału Krakowskego ma szanse powodzenia
19:34
Inicjatywa Oddziału Krakowskego ma szanse powodzenia

Na biurko dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego trafi prośba o zgodę na lot pamięci zmarłego kilka dni temu majora Antoniego Tomiczka. Jako pilot niósł on pomoc walczącym w Gorcach żołnierzom Armii Krajowej.
Pomysł taki zrodził się w krakowskim oddziale Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP jeszcze za życia lotnika. Transportowy Hercules z Powidza lub CASA z Balic miałyby przelecieć nad Polanką koło Szczawy. Tam nocą 28/29 grudnia 1944 r. załoga dowodzona przez mjr. Antoniego Tomiczka dokonała ostatniego zrzutu pomocy dla I Pułku Strzelców Podhalańskich AK.

- Mamy nadzieję, że nasz plan się powiedzie, choć zdajemy sobie sprawę, że Siły Powietrzne od czasu katastrof w Mirosławcu i Smoleńsku bardzo rygorystycznie podchodzą do takich spraw - mówi wiceprezes stowarzyszenia Stefan Glądys. Poparcie dla pomysłu wyraził m.in. honorowy komitet budowy pomnika kpt. pil. Mieczysława Medweckiego, pierwszego naszego lotnika poległego podczas II wojny światowej. Trasa lotu mogłaby przecież poprowadzić także nad okolicami Balic, gdzie zginął kpt. Medwecki, a także nad Borkiem Fałęckim, Gdowem i Ochotnicą Górną, gdzie podczas wojny awaryjnie lądowały maszyny alianckie.

- Sylwetka samolotu pojawiająca się nad miejscami bohaterstwa lotników może być godnym sposobem upamiętnienia wszystkich tych, którzy narażali życie dla innych i nieśli nadzieję walczącym żołnierzom AK - podkreśla przewodniczący komitetu Robert Springwald.

Krakowscy seniorzy lotnictwa wojskowego wyobrażali sobie to tak. Któregoś dnia major Antoni Tomiczek przyjedzie ze Śląska do Balic, usiądzie na chwilę za sterami wojskowego samolotu, a później ten - pilotowany przez właściwą załogę - poderwie się w powietrze, by po niedługim locie zrzucić imitację zasobników z bronią i żywnością na Polanki koło Szczawy.

Tam mieli się pojawić rekonstruktorzy z grupy historycznej, w mundurach żołnierzy AK, załadować "zrzut" na furmanki i wywieźć do lasu. Dokładnie tak jak zrobili to żołnierze 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK nocą 28/29 grudnia 1944 r., gdy mjr Antoni Tomiczek odbywał ostatnią misję jako pilot 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia.
To, czy lot wojskowego samolotu transportowego nad Gorcami się odbędzie, zależy tylko i wyłącznie od decyzji dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego. Z taką prośbą wystąpił do niego Krakowski Oddział Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP (KOSSLW RP). Tyle że, niestety, będzie to już lot pamięci - major Antoni Tomiczek zmarł 19 listopada, zaledwie kilka dni po swoich 98. urodzinach. Mógł opowiadać o lotnictwie godzinami, a wspomnienia zaczynał zwykle od słów: "Zawsze wierzyłem w opatrzność".

- Miał szczęście stawać na zbiórkę na pasie startowym z takimi lotnikami, jak Mieczysław Medwecki, Wacław Król czy też Stanisław Skalski. Ten Polish Fighting Team w niebie musi być niesamowity - podkreśla Robert Springwald, historyk z Muzeum Armii Krajowej w Krakowie, które od lat zapraszało mjr. Tomiczka na spotkania związane z działaniami lotników podczas II wojny światowej.

- To był wielki człowiek. Legenda. A przy tym pełen pokory. Więc chapeau bas, czapki z głów! - dodaje mjr pil. Stefan Glądys, wiceprezes KOSSLW RP.

Antoni Tomiczek urodził się 13 listopada 1915 r. w Pstrążnej koło Rybnika. Nie poszedł w ślady ojca, który był górnikiem w Rydułtowach. Po szkole powszechnej uczył się w Szkole Podoficerów Piechoty dla Małoletnich w Koninie, a po jej ukończeniu, mając niespełna 18 lat, otrzymał przydział do 37. Pułku Piechoty im. Ziemi Łęczyckiej w Kutnie. Został tam dowódcą drużyny w kompanii szkolnej. Pod koniec 1935 r. przeniesiono go do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Skierniewicach. To wydarzenie zaważyło na całym jego późniejszym życiu. - Sprawa z lotnictwem zaczęła się u mnie w ten sposób, że gdy byłem w Szkole Oficerskiej w Skierniewicach w 1936 r. zaistniała możliwość zgłaszania się do lotnictwa - wspominał mjr Antoni Tomiczek. - Z naszej szkoły zgłosiło się siedem osób, pojechaliśmy do centrum badań lekarsko-lotniczych i z tej siódemki tylko ja się zakwalifikowałem. Wtedy były wysokie wymagania zdrowotne, trzeba było mieć idealny wzrok, słuch.

Najpierw był kurs szybowcowy w Ustianowej, w Bieszczadach - podstawowe szkolenie dla każdego pilota. Po jego ukończeniu - we wrześniu 1936 r. - skierowano go do 2. Pułku Lotniczego, który stacjonował na lotnisku Rakowice-Czyżyny. Zimą 1936/37 roku Antoni Tomiczek przeszkolił się na mechanika w eskadrze treningowej, a od połowy marca 1937 r. rozpoczął szkolenie na samolotach RWD-8, PWS-18 i Potez 25. Kolejny stopień wtajemniczenia Tomiczek zdobył w Lotniczej Szkole Strzelania Powietrznego i Bombardowania, która mieściła się w Grudziądzu. I to po niej trafił do 122. eskadry lotniczej w Krakowie.

Zanim wybuchła II wojna światowa zdążył wziąć udział w zajmowaniu Zaolzia, a potem jako instruktor trafił do Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Krośnie. Po wybuchu wojny lotniczą eskapadę po Polsce - najpierw w poszukiwaniu ewakuowanego dowództwa szkoły, a później podczas próby przedostania się do Rumunii - zakończył w Denesowie, gdzie dostał się w ręce Sowietów.

Kiedy podpisano układ Sikorski-Majski, został zwolniony z niewoli i trafił do Szkocji. Po szeregu szkoleń, m.in. na bombowcach wellington i halifax, w sierpniu 1944 r. skierowano go do 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, która stacjonowała pod Brindisi, na południu Włoch.
Zrzuty dla powstańców warszawskich, które wykonywał jako lotnik eskadry, mjr Antoni Tomiczek wspominał tak: "Do Warszawy miałem pierwszy lot 22 sierpnia 1944 r. Był taki samolot, Halifax, na którym żaden pilot nie wykonał lotu. Przez awarie i inne usterki. Zwykle zawracał zaraz po starcie na lotnisko. Dowódca powiedział mi: na tym samolocie niech pan sobie polata... No i okazało się, że samolot gra. Dowódca powiedział: leci pan nad Warszawę. Poleciałem. (...) Niemcy rąbali do nas jak do tarczy. Gdy zaczynał się ostry ostrzał, radiotelegrafista siarczyście przeklinał, a nawigator zaczynał modlitwę. Co trzeci nabój był świecący, miałem wrażenie, że różańce po niebie latają". Misje zrzutowe major Tomiczek prowadził także do Grecji, Jugosławii i Czechosłowacji.
Pod koniec 1944 r. Antoni Tomiczek poleciał ze swym ostatnim zadaniem nad Polskę - na zrzutowisko o kryptonimie "Wilga-311", które wyznaczono w okolicach Polanek k. Szczawy, u stóp Kiczory. Do Polski wrócił w 1947 r., do emerytury pracował jako urzędnik w ZUS w Rybniku. A latał tylko jako pilot cywilny - w Aeroklubie Gliwickim.

Do ostatnich chwil życia mjr Tomiczek utrzymywał kontakt z wojskiem. W 2011 r. został ojcem chrzestny sztandaru 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego w Powidzu. Odwiedzał 8. Bazę Lotnictwa Transportowego w Balicach, a jej żołnierze składali rewizyty w Pstrążnej przy okazji jego urodzin - tak jak ostatni raz, 15 listopada tego roku. Był dla nich żywą historią lotnictwa wojskowego. - Jeden dzień to za mało, aby wysłuchać wszystkich jego wspomnień i przejrzeć pamiątki z tamtego okresu, w tym książki lotów - mówił po tym spotkaniu kpt. Maciej Nojek z 8.BLTr, mając nadzieję, że piloci wrócą do mjr. Tomiczka z kolejną wizytą...

- Swoim życiem napisał gotowy scenariusz nie tylko na film, ale i na kilka odcinków serialu - dodaje kpt. Włodzimierz Baran z jednostki w Powidzu.

- Należał do elity polskiego lotnictwa, która swoją wartość zmuszona była udowodnić i udowodniła na frontach II wojny światowej: zarówno podczas wojny obronnej 1939 roku, jak i u boku naszych sojuszników na Zachodzie. Byłem pod wielkim wrażeniem jego poświęcenia - mówił po śmierci lotnika minister obrony Tomasz Siemoniak.

- Nie spotkałem nigdy człowieka, który o swoich bohaterskich i niebezpiecznych przeżyciach wojennych opowiadał tak, jakby mówił o spacerze po bułki - zauważa Robert Springwald z Muzeum AK.
 
Na podstawie artykułów Piotra Subika
Dziennik Polski 27.11.2013 oraz 30.11.2013 r.
 
 
 


Pamięć.

W dniu 13.11.2013 r. miałem zaszczyt brać udział w uroczystości 98 rocznicy urodzin Pana majora pilota Antoniego Tomiczka. W czasie krótkiej rozmowy w cztery oczy usłyszałem: "Starzy umierają, młodzi zapomną". Przez zaciśnięte gardło ledwo wyszeptałem: "nie zapomnimy". W dniu 16.11.2013 r. z grupą przyjaciół byliśmy na Polankach, gdzie Pan Antoni Tomiczek wykonał ostatni zrzut. Spotkaliśmy panią Annę, która jako jedenastoletnia dziewczynka pomagała zbierać zrzuty. Była szczerze wzruszona, kiedy dowiedziała się, że Pan Tomiczek jest zdrów. Prosiła o przekazanie mu serdecznych pozdrowień. Następnego dnia rano spełniłem prośbę pani Anny. Pan A. Tomiczek podziękował i powiedział: "Jest kiepsko". Dnia 19.11.2013 r. odszedł do Niebiańskiej Eskadry. Trzeba zrobić wszystko, by pamięć o Tych cichych Bohaterach nie zaginęła. Jesteśmy Im to winni.

Stefan Glądys
 

 
Wyświetleń: 440 | Dodał: Sekretarz
Copyright MyCorp © 2016
Strona www zarządzana przez system uCoz