Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP
Oddział Krakowski
 
Menu witryny

Kalendarz
«  Maj 2015  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum wpisów

Wyszukaj

Statystyki

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0

Dla Admina

Witaj, Gość 19.06.2018, 11:38

Główna » 2015 » Maj » 03

 

2 maja 2015 roku obchodzono 100-ną rocznicę bitwy pod Gorlicami. Przygotowana z tej okazji rekonstrukcja historyczna pozwoliła widzom przenieść się w czasie i doświadczyć atmosferę grozy sprzed lat. Latające nad głowa­mi samoloty, płomienie, rozrywający głowę huk – trzeba było tam być i to przeżyć, bo trudno słowami opisać emocje, które  towarzyszyły widowisku. W uroczystościach wzięli udział przedstawicie­le władz wojskowych i cywilnych, administracji rządowej i samorządowej, delegacje zagraniczne, kombatanci, organizacje społeczne i polityczne, mieszkańcy Małopolski i turyści. Widowisko słowno-muzyczne „Gdy grzmią działa, muzy nie milkną” oparte było na uniwer­salnej opowieści – wątku żołnierza, artysty malarza, który, rzucony w wir działań wojennych, opisuje w listach do swojej ukochanej i rodziny wydarzenia, przeżycia oraz to, co widzi wokół siebie. A widział rzeczy straszne. 100 lat temu pod Gorlicami rozpoczęła się jedna z największych bitew pierwszej Wojny Światowej. Widowisko było wspaniałe. Sękowa chyba nigdy tylu ludzi w jednym miejscu nie widziała. Tysiące aut na łąkach i po polach i wg mnie około 100 tys. widzów. Kto miał możliwość zdobyć dobre miejsce do obserwacji to nakręcił sobie unikalny film z fantastycznym komentarzem.

 

 

 

 

Ogromna liczba ofiar, wielonarodowe armie i Polacy po obu stronach frontu. W niedzielę 2 maja 1915 roku, po czterech godzinach ogniowej nawałnicy, wojska austro-węgierskie i niemieckie wzięły szturmem pozycje Rosjan i zmieniły bieg wojny. Sam ostrzał zaczął się dzień wcześniej, artylerzyści z wojsk niemieckich i austro-węgierskich otrzymali listy celów rosyjskich wojsk, rozpoznanych przez zwiad powietrzny. Jednym z samolotów dokonywujących zwiadu pokazał się nad polem które obrazowało rekonstrukcję bitwy. Zaczęli od nie śpiesznego pojedynczym ogniem. Taktyka owa pozwoliła artylerzystom wstrzelić się w cele, a przy okazji szarpała nerwy Rosjan. Rankiem 2 maja pojedyncze strzały przeszły w huraganowy ogień, którego jeszcze nikt na froncie wschodnim nie doświadczył. Przez cztery godziny tysiąc dział na 32-kilometrowym froncie od Ropicy Ruskiej (obecnie Ropica Górna) do Rzepiennika Strzyżewskiego wyrzucało z luf w kierunku rosyjskich linii pociski różnego kalibru i wagi.

 

"Ziemia drżała w posadach, pociski armatnie, wyjąc, warcząc i jęcząc, darły powietrze, jakby ścigając się wzajem w szatańskim pędzie" - opisywał sytuację jeden z oficerów. Płk Franciszek Latinik, dowódca 100. Pułku Piechoty z Cieszyna, wchodzącego w skład 12. Dywizji Piechoty z Krakowa, obserwował teren, który miał zaatakować jego oddział: "Pociski przerzynają powietrze z sykiem i szumem, skowytem i gwizdem, a wbiwszy się w pozycje przeciwnika, z piekielnym hukiem cisną w górę na kilka metrów ziemię, kamienie, belki, deski, karabiny i ciała ludzkie. Chmury gryzącego dymu zalegają coraz większą przestrzeń". Po czterech godzinach w wielu miejscach ogień ucichł, lecz kurz i dym nadal zasłaniały okolicę. Tak też się działo 2-go maja, w setną rocznicę bitwy pod Gorlicami. Upadające pociski spowodowały liczne pożary w Gorlicach. W ogniu stanęła rafineria i zbiorniki ropy na przedmieściach. Jeden ze świadków opisywał, że miasto wyglądało jak przedsionek piekła. O godz. 10 rozpoczął się szturm. "Z małych ziemnych skrytek, z rowów przydrożnych, z zagłębia potoków, zza murów cmentarza, zza ścian chałup wiejskich wylała się szara masa, coraz liczniejsza, coraz więcej zwarta, coraz więcej koncentrycznie zmierzająca ku okopom moskiewskim" - wspominał jeden z żołnierzy 12. Dywizji. Niektórzy padli od wybuchów min lub ognia karabinów maszynowych, ale większość parła naprzód jak wzbierająca szara fala. Operację i jej miejsce wymyślił szef sztabu generalnego armii Austro-Węgier gen. Franz Conrad von Hötzendorf. Gorliczanie jednak zaznali smaku wojny już wcześniej. Rosjanie zajęli miasteczko jesienią 1914 roku, gdy podążali na wschód.

 

W grudniu, w wyniku bitwy o Kraków i operacji limanowsko-łapanowskiej, Gorlice zostały odbite. Ponownie zajęto je tuż przed Bożym Narodzeniem, a linia frontu ustabilizowała się na zachód od Tarnowa i Gorlic. Gdy w marcu podjęto próbę przebicia się do oblężonej twierdzy w Przemyślu, przedmieścia Gorlic znów stały się areną walk. Tamta akcja nie powiodła się, twierdza w Przemyślu upadła, a do niewoli w głąb Rosji pomaszerowało ponad 100 tys. żołnierzy.  Car Mikołaj II był bardzo zadowolony. W kwietniu odbył nawet triumfalną podróż do Galicji. Rosyjski naczelny dowódca książę Mikołaj dostał szablę wysadzaną brylantami i zdobioną napisem "Za oswobodzenie Galicji". Z drugiej strony frontu austro-węgierskie prośby o niemieckie wsparcie początkowo były odrzucane. Jednak aby zniechęcić Rumunię i Włochy do angażaowania się po stronie Ententy, przerzucono osiem niemieckich dywizji. Dowódcą planowanej operacji miał zostać Niemiec, gen. August von Mackensen - weteran walk pod Tannenbergiem (Stębark, wieś w woj. warmińsko-mazurskim, w gminie Grunwald) i w Polsce centralnej.  Bardzo wysoce strategiczne wzgórze Pustki na północ od Gorlic, było atakowane przez polskie pułki 12. Dywizji gen. Paula Kestřanka. Artylerią dowodził tam płk Tadeusz Jordan-Rozwadowski, który jako jeden z pierwszych w tej wojnie zastosował nową metodę prowadzenia ognia, którą Niemcy nazwali później Feuerwalze - walcem ogniowym. W momencie szturmu pułkownik nie przerwał ostrzału, lecz przenosił go stopniowo przed atakujących piechurów, co nie dawało ukrytemu nieprzyjacielowi czasu na ponowne obsadzenie stanowisk bojowych. Ogień kroczący przed żołnierzami pozwolił Polakom w pięć minut zająć pierwszą linię okopów u stóp wzniesienia, a nim upłynęła godzina - całe wzgórze Pustki, dominujące nad wsią Wola Łużniańska. Sukces był tak błyskawiczny i niespodziewany, że początkowo oficerowie austriackiego dowództwa, widząc schodzących powoli z góry licznych żołnierzy, myśleli, że atak się nie powiódł. W rzeczywistości patrzyli na rosyjskich jeńców. Tymczasem zwycięzcy krakowianie wsparli jeszcze atakujących po sąsiedzku Niemców i Węgrów. Ogień dział okazał się tak celny, iż dowódca 12. Dywizji raportował po bitwie co następuje: "Jeńców wzięto zaledwie 1700 (…), gdyż wszystko prawie legło w okopach zabite. (…) Okopy to kupa gruzów, kryjąca tysiące trupów".


Walki trzeba było stoczyć także o same Gorlice, a zwłaszcza o umocnione cmentarze. Po ostrzale z ciężkiej artylerii cała okolica przypominała morze "ruin byłego miasta, które od 500 lat zwało się Gorlicami" - zapisał przerażony widokiem burmistrz ks. Bronisław Świeykowski. Dowodzący całą operacją gen. Mackensen, wizytujący później zrujnowane miasto, dodał: "Prawie żaden dom nie nadawał się do mieszkania. (...) W całej miejscowości nie widziałem bodaj tuzina całych szyb". Mimo ogromnych zniszczeń mieszkańcy z radością witali pierwszy patrol Bawarczyków, który o godz. 15.30 pojawił się na gorlickim Rynku. "Chlebem i solą tych trzech witając bohaterów składam im w najserdeczniejszych słowach podziękowanie za ocalenie nas z niewoli i niedoli. (…) Okrzyki "es lebe hoch!" [Niech żyją!] i "hura" zabrzmiały w całym Rynku, który zalegli prawie w komplecie wszyscy ówcześni mieszkańcy Gorlic" - wspominał koniec 126-dniowej rosyjskiej okupacji ks. Świeykowski.


Rosjanie byli systematycznie spychani na wschód. 5 maja atakujący przekroczyli Wisłokę, a 6 maja zakończyła się bitwa gorlicka. I choć Rosjanie wysadzili część mostów, tempo ofensywy nie zmalało. Sprzymierzeni odbili Tarnów i Jasło, następnie Krosno i Rzeszów. Niektóre carskie dywizje w wyniku walk stopniały do tysiąca żołnierzy, a zapasy amunicji artyleryjskiej do dwóch, trzech pocisków na działo. W czasie operacji gorlickiej Rosjanie stracili od 100 do 150 tys. żołnierzy, a przed całkowitą klęską uchroniło ich tylko to, że potrafili cofać się szybciej niż nacierali przeciwnicy.

Sukces spowodował także pewne problemy między zwycięzcami. Po pierwsze, z nazwaniem batalii. Niemcy chcieli "bitwy pod Gorlicami" lub "bitwy pod Jasłem", Austriacy proponowali "bitwę pod Gorlicami - Tarnowem". Powstała ponadto scysja o trofea - Niemcy chcieli, by to Austriacy zajęli się jeńcami wojennymi, podczas gdy oni zagospodarują zdobyty sprzęt, broń i amunicję. Ostatecznie spór udało się załagodzić.

Przełamanie frontu pod Gorlicami pozwoliło odbić z rąk rosyjskich smutne pozostałości twierdzy przemyskiej i stołeczny, galicyjski Lwów. W kolejnych miesiącach zajęto Królestwo Polskie, z trzecim co do wielkości miastem cesarstwa rosyjskiego - Warszawą, a także Litwę z Wilnem, Kurlandię, część Białorusi z Brześciem Litewskim i Grodnem oraz część Wołynia. W październiku 1915 r. linia frontu przebiegała od Rygi i Dźwińska (Dyneburga) na północy przez błota Polesia po wschodnią część Galicji. Żadna inna ofensywa w czasie I wojny światowej nie przyniosła tak spektakularnych zdobyczy terytorialnych. Zdecydował rzecz jasna fakt, iż front wschodni nie był tak mocno nasycony wojskiem i umocnieniami jak linie na zachodzie, ale trzeba też przyznać, że von Hötzendorf i von Mackensen świetnie rozegrali bitwę. Skoncentrowali się na wybranym i rozpoznanym wcześniej odcinku frontu, zapewnili sobie przewagę liczebną, wzmocnili swe siły ciężką artylerią, przygotowali materiały wojenne i odwody. Rosjanom tymczasem brakło rozpoznania, odwodów, amunicji oraz przygotowanych do obrony drugiej i trzeciej linii.

Dla Galicji smutnym następstwem austriacko-niemieckiego zwycięstwa było surowe karanie licznych domniemanych i nielicznych prawdziwych zdrajców wśród ludności cywilnej. W krwawych walkach z maja 1915 r. brali udział Polacy. Walcząc ramię w ramię w sprzymierzonych dywizjach austriackich i niemieckich, ale także bijąc się bratobójczo z polskimi poborowymi w rosyjskich oddziałach. Dla wszystkich poległych Oddział Grobów Wojennych Komendantury Wojennej w Krakowie utworzył 378 niepowtarzalnych cmentarzy wojennych, na których pochowano obok siebie 60 tys. dawnych przeciwników z obu stron frontu w Galicji, reprezentujących armie trzech cesarzy, kilka wyznań i kilkanaście narodowości. Po bitwie pod Gorlicami Rosjanie już nie zagrozili Galicji. Wojna trwała jednak nadal.

 

Zdjęcia - TUTAJ

S. Wojdyła

 


 

Gdy nasz Prezes - kol. Staszek Wojdyła (wraz  z wnukami) brał udział w rekonstrukcji bitwy pod Gorlicami - na polach Sękowej,  koledzy Szczepan Kurpisz z żoną Barbarą, Staszek Jankowiak, Adam Sobieraj i Andrzej Szczygieł wzięli udział w złożeniu kwiatów pod tablicą upamiętniająca księdza Bronisława Świeykowskiego - "komisarycznego" burmistrza Gorlic z okresu walk o ten rejon i samo miasto. Następnie byliśmy uczestnikami centralnych uroczystości państwowych na cmentarzu wojennym 123 Łużna - Pustki, gdzie jest pochowanych 1200 żołnierzy poległych podczas walk o wzgórze Pustki (w tym ok 500 Polaków). Patrząc na las krzyży tego cmentarza nieodparcie przychodzą na myśl słowa poety:

 

"Tam, Ci co się bronili
I Ci co się wdarli

Pierwszy raz ze sobą
Pokój wieczny i szczery zawarli."


Zapaliliśmy znicze na żołnierskich grobach, wzięliśmy udział w Apelu Pamięci i modlitwie ekumenicznej kapelanów wszystkich wyznań Wojska Polskiego.

 

 

  

 

  

 

  

 

  

 

S. Kurpisz
 

Wyświetleń: 476 | Dodał: Sekretarz | Data: 03.05.2015

 

W miniony czwartek swoje 93 urodziny obchodził urodzony 30 kwietnia 1922 roku, mjr pil. Zygmunt Jaeschke - weteran Polskich Skrzydeł, uczestnik Bitwy o Anglię, odznaczony Krzyżem Walecznych lotnik 309. Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego im. „Ziemi Czerwieńskiej”, Honorowy Członek Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP.

W dniu urodzin Jubilata odwiedzili: ppłk pil. Benedykt Siemaszko, ppłk pil. Szczepan Kurpisz oraz Edward Wyroba - przedstawiciele naszego Stowarzyszenia, kol. Andrzej Chytkowski reprezentujący Krakowski Klub Seniorów Lotnictwa, kol. Barbara Kurpisz - Prezes Koła nr 4 Związku Żołnierzy Wojska Polskiego oraz historyk i pasjonat lotnictwa - Pani prof. Julia Dziwoki. Były życzenia, laurki, kwiaty, toasty oraz wspomnienia...
 

Jubilatowi - mjr pil. Zygmuntowi Jaeschke, podczas tej podniosłej chwili przypadł zaszczyt wręczenia pani prof. Julii Dziwoki, legitymacji Członka Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP, w uznaniu położonych przez panią Profesor zasług na niwie krzewienia historii weteranów Polskich Skrzydeł na Zachodzie. Przypomnę tylko, że prof. Julia Dziwoki, obok licznych prac naukowych jest również autorką biografii nieżyjącego już mjr pil. Antoniego Tomiczka (który licznymi zrzutami w okresie okupacji wspierał powstańców warszawskich oraz partyzantów w Gorcach), a obecnie pracuje nad biografią naszego wspaniałego Jubilata. Na koniec dodam, że w imieniu Rady Krakowskich Seniorów przy Prezydencie Miasta Krakowa, w skład której wchodzi Prezes Oddziału Krakowskiego - kol. Stanisław Wojdyła, życzenia urodzinowe dla mjr pil. Zygmunta Jaeschke przekazał ppłk pil. Szczepan Kurpisz, a całość - dla potomnych - uwiecznił piszący tę relację... Edward Wyroba.

 

 

Wyświetleń: 382 | Dodał: Sekretarz | Data: 03.05.2015

Copyright MyCorp © 2018
Strona www zarządzana przez system uCoz